Homo Inconstans

Homo Inconstans

In 2018, we commissioned 51 authors from 25 countries to write essays exploring ideas about freedom for The Freedom Papers, a publication produced in partnership with Gutter Magazine. Read on for Olga Tokarczuk's essay (in both Polish and English), and visit guttermag.co.uk to purchase a copy of The Freedom Papers.

Nowe ludzkie „ja” wydaje się dziś dużo mniej jednolite. Nie tylko pochodzenie etniczne jest coraz bardziej płynne i różnorodne. To samo dotyczy miejsca zamieszkania, pracy, wyglądu. Kim jestem, czyli w jaki sposób przynależę do tego świata? Jak dalece mają na mnie wpływ czynniki biologiczne? Co determinuje moją wyjątkowość i niepowtarzalność? Na ile jestem konstruktem zbudowanym z cudzych oczekiwań, a na ile dysponuję wolnością do samodzielnego określenia swoich granic? Te pytania wyznaczają obszar pola być może najważniejszej z bitew czasów rewolucji cyfrowej – o własną tożsamość.

Witold Gombrowicz, wspaniały pisarz, piszący po polsku, ukuł pojęcie „gęby”, którą przyprawiają nam różnego rodzaju strażnicy tożsamości. Od niemowlęcia uczą nas, kim jesteśmy, kim mamy być, dostosowując nas do istniejących już wzorców i pojęć, często pochodzących z innych epok, z innych porządków. Mamy więc być kobietą albo mężczyzną, Polakiem, Szkotem albo Żydem, intelektualistą bądź robotnikiem, introwertykiem czy autystykiem itd. Umieszczają nas w rubrykach, przyporządkowują numery i dokumenty, wystawiają świadectwa i prowadzą skrupulatne rejestry naszego życia. Jeżeli się w nich nie mieścimy – przykrawają nas nieco - to tu, to tam. Jeśli jesteśmy niedookreśleni, zostajemy odpowiednio ustawieni do pionu. Gombrowicz mówi w cudownej powieści „Ferdydurke”, że „(...) nie ma ucieczki przed gębą, jak tylko w inną gębę” – musisz być kimś określonym. Musimy nosić te wszystkie maski, jakie nakładamy sobie nawzajem, nawet jeżeli czujemy się w nich głupio, niewygodnie i jesteśmy przy tym przerażająco nieszczęśliwi.

Cały ten wielki system przypisywania nas do jakiejś kategorii, ustalania naszego poczucia własnego „ja”, w głębokiej wierze, że możemy mieć tylko jedno „ja”, jasno określone i bezdyskusyjne, nazywa się socjalizowaniem. Tym sposobem w procesie wzrastania i dorastania powoli zamieniamy się w bonsai, pomimo że mieliśmy potencjał, by stać się wielkim dębem.

Strażnicy naszej tożsamości nie odpuszczają. Kościoły, tradycja, dziadkowie i babcie, szkoły i rodzice, psychologowie, urzędnicy, politycy i tyrani – wszyscy wiedzą lepiej od nas, kim jesteśmy. Dzisiaj dołączył do nich internet. Zaprojektowany jako platforma wolnej wymiany informacji oraz nieograniczonego gromadzenia i dostępu do wiedzy, szybko zaczął być wykorzystywany jako komercyjne narzędzie zbierania o nas danych i teraz „dorabia nam gębę”, w sposób doskonały i skryty. Jego algorytmy śledzą nasze wybory, postępują za nam krok w krok, a z zebranych informacji budują nasz wirtualny fantom: „super-gębę”. Tak wyglądamy w oczach Artificial Intelligence.

Wierzymy naiwnie, że algorytmy są neutralne, bezstronne i przez to sprawiedliwe. Nic bardziej mylnego. W USA algorytm inaczej oceniał Afroamerykanów i białych więźniów. Algorytm rekrutacyjny brytyjskiej uczelni dyskryminował kobiety i osoby spoza Europy. W Polskim systemie profilowania osób bezrobotnych kobiety, a zwłaszcza samotne matki, były gorzej oceniane. Big data nie tylko handluje naszym życiem, kontaktami, przyzwyczajeniami i działaniami, ale także za wszelką cenę chce nas określić i unieruchomić w jednej wygodnej dla niego tożsamości. Istnieją już algorytmy, które z naszych lajkowań budują nam całkiem sprawne portrety psychologiczne

Gombrowicz opisywał „przyprawianie gęby” jako opresyjny i bezwładny system wartościowania człowieka przez pryzmat jego pochodzenia, etnicznego bądź narodowościowego czy klasowego. Opisywał, jak – internalizując te charakterystyki - stajemy się niewolnikami etykiet. Zdawał sobie sprawę, że w tej walce na tożsamości, jedne są bardziej pożądane przez ludzi, inne zaś wydają się być przekleństwem dla człowieka. Sam zmagał się nieustannie z etykietami, które mu wciąż przypinano, kiedy żył na emigracji w Argentynie: „polski pisarz”, „emigrant’, „homoseksualista”.

Bo przecież istnieją tożsamości uprzywilejowane, te z lepszymi paszportami, w lepszych miejscach, w lepszych warunkach, te, które mają więcej na koncie lub płacą podatki w bardziej sprzyjających miejscach. I są tożsamości beznadziejne, których nikt nie chce, tożsamości do bicia. Dlatego tożsamość jest w istocie polem walki. „Bój na gęby”, jak powiedziałby Gombrowicz, ludzkość prowadzi od wieków. Tożsamość człowieka stała się dziś polem bitwy, na którym walczą potężne siły, chcące nas skolonizować według swoich potrzeb.

W tej wojennej grze nie możemy wybrać, że nic nie wybieramy. Możemy jedynie wymykać się topornym, prostackim przypisywaniom nas do arbitralnie ustalonych grup, ras, klas, typów. Filozofowie mówią, że przeżywanie własnej wolności jest ściśle związane z odniesieniem do czegoś, co nie podlega rozporządzeniu woli innych ludzi czyli jest tym, co jest najbardziej nasze, indywidualne i swoiste. Czy w dzisiejszym świecie mamy szansę uchronić najmniejszą nawet część własnego ja?

Po co nam tożsamość, można zapytać buńczucznie. Czy po to, żeby dać się uwieść egotycznym nawoływaniom przywódców narodowych państw i dać się zabić w obronie ich iluzorycznych granic? Czy może po to, żeby wspierać naszą tożsamością interesy jakiejś klasy społecznej, jakiegoś systemu wierzeń czy światopoglądów? Ile nieszczęścia przyniosła narzucana, a potem, z konieczności, uwewnętrzniona tożsamość? Ilu ludzi zginęło bijąc się o jakieś fantomowe granice, idee, dogmaty?

Trudno sobie wyobrazić świat, w którym tożsamości człowieka byłyby dowolnie kształtowane, płynne i wielokrotne. Ten świat, jaki znamy, musiałby upaść. Nie byłoby granic, musiałoby się zmienić prawo, przestalibyśmy widzieć kolory skóry, a przynajmniej nie miałyby one dla nas konkretnego znaczenia. I z pewnością trzeba by było zrezygnować z koncepcji naszej tożsamości jako ostatecznej jedności naszego „ja’, które odtąd, w pełni wolne, byłoby raczej policentryczną krainą wewnątrz naszej psychiki, niepoddającą się wpływom zewnętrznym. Oczywiście ludzie pozostaliby nosicielami jakichś cech – byliby zabawni, wysocy, szybcy albo flegmatyczni, jedni woleliby grać w piłkę, inni czytać książki. A może wcale nie? Może odczarowanie naszej konieczności bycia stałym, niezmiennym, ustalonym, zintegrowanym i pojedynczym, w konsekwencji otworzyłoby w nas niezbadane do tej pory potencjały. Może wkrótce okazałoby się, że w naszej „naturze” wcale nie leży dążenie do stałości i integralności, lecz że przeciwnie – świetnie czujemy się będąc nieokreśleni, nieustannie dokonujący wyborów. Bo podstawową wolnością człowieka jest możliwość wyboru własnej tożsamości. To, kim się jest, zależy od punktu widzenia. Tylko ludzie i systemy, które stosują ignorancję, przemoc i nienawiść, decydują o tożsamości innych i za tę tożsamość ich zarówno sądzą, jak i nagradzają.

Dziś naszą podstawową wolnością stało się nasze prawo do samookreślenia. Nasza prywatna tożsamość dawno przestała być prywatna, stała się polityczna w tym najszerszym sensie rozumieniu polityczności jako pełnego empatii, a nawet czułości, stosunku do świata i chęci czynienia go lepszym domem dla nas wszystkich.

***

Translated by Antonia Lloyd-Jones

Today’s ‘self’ seems far less homogeneous than in the past. Not just ethnic origin, but place of residence, work and appearance are increasingly fluid and diverse. Who am I, meaning in what way do I belong to this world? How far do biological factors affect me? What determines my unique individuality? To what extent am I a construct based on other people’s expectations, and to what extent am I free to define my own borders independently? These questions delineate the field for possibly the foremost battle of the digital revolution era – the fight for one’s personal identity.

The brilliant Polish writer Witold Gombrowicz coined the term ‘the mug’ to define the labels that various gatekeepers of identity attach to us. From infancy they tell us who we are, who we should be, fitting us to pre-existing models and concepts, often derived from other eras or systems. So, we must be female or male, Polish, Scottish or Jewish, intellectual or worker, introvert or autistic etc. They place us in categories, assign us numbers, issue certificates and keep meticulous records of our lives. If we don’t fit, they tailor us a bit, or turn us the right way up. As Gombrowicz says in his novel Ferdydurke, ‘there is no escape from the mug, other than into another mug’ – we have to be defined. We have to wear the masks that we impose on one another, even if we feel stupid or uncomfortable in them, and are miserable about it.

This entire system of assigning us to a particular category, establishing our sense of our own ‘self’, in the firm belief that we can only have one ‘self’, clearly defined and non-debatable, is called socialising. Like this, as we grow and mature we gradually change into bonsais, despite having had the potential to become great oak trees.

The gatekeepers of our identity never let go. Churches, tradition, grandparents, parents, schools, psychologists, officials, politicians and tyrants – they all know better than we do who we are. Nowadays they’ve been joined by the internet. Designed as a platform for the free exchange of information and for amassing and accessing knowledge without limit, it soon started being exploited as a commercial tool for gathering data about us, and now it ‘gives us the mug’ in a perfect, secretive way. Its algorithms track our choices, follow in our footsteps, and use the information gathered to build our virtual phantom, our ‘super-mug’. That’s how Artificial Intelligence sees us.

We naively believe that algorithms are neutral, impartial, and thus fair. Nothing could be more untrue. In the US, an algorithm was found to evaluate Afro-American and white prisoners in different ways. A recruitment algorithm for a British college discriminated against women and non- Europeans. The Polish system for profiling the unemployed marked down women, especially single mothers. ‘Big data’ not only deals in our lives, contacts, habits and activities, but is also determined to define and fix us in a single identity that suits it. There are already algorithms that use our likes to build competent psychological portraits of us.

Gombrowicz described ‘affixing the mug’ as an oppressive, obtuse system for judging people through the prism of their ethnic, national or class origins. He wrote that by internalising these characteristics we become the captives of labels. He realised that in this fight for identity, some are more desirable, while others are a curse. He struggled constantly with the labels pinned to him as an exile in Argentina: ‘Polish writer’, ‘immigrant’, ‘homosexual’.

For there are privileged identities, with better passports, in better places and better conditions. And there are hopeless, scapegoat identities that nobody wants. So, identity is essentially a battlefield. Mankind has been fighting ‘the battle of the mug’, as Gombrowicz would say, for centuries. And nowadays our identity is the fighting ground for powerful forces wanting to colonise us for their own purposes.

In this war-game we cannot choose not to make choices. We can only escape being crudely assigned to arbitrarily established groups, races, classes and types. The philosophers say that experiencing our own freedom is closely connected with relating to something that does not involve ruling other people’s free will. In other words, it’s what is most individual and personal to us. In today’s world, have we any chance of protecting even the smallest part of our own self?

What do we need identity for, we might defiantly ask? Just to let ourselves be seduced by the selfish appeals of national leaders and be killed in defence of their illusory borders? Or to support the interests of a particular social class, set of beliefs or world outlook? How much misery has resulted from imposed, and then inevitably internalised identity? How many people have perished fighting for phantom borders, ideology or dogma?

It’s hard to imagine a world where one’s identity is freely shaped, fluid and multiple. The world as we know it would have to collapse. There’d be no borders, the law would have to change, we’d cease to see skin colour, or at least it would have no special significance. And we’d definitely have to drop the concept of our identity as our ultimate unit of ‘self’, which from now on fully free, would instead be a polycentric realm inside our psyche, immune to outside influences. Naturally, people would still bear certain features – they’d be funny, tall, fast or phlegmatic, some would prefer football, others books. Or maybe not? Maybe removing the spell of our need to be fixed, unchanging, integrated and individual would open up our as yet unexplored potential. Maybe we’d soon find that there’s no striving for permanence or integrity within our ‘nature’, but on the contrary, we feel great being non-specific, constantly making choices. Because the capacity to choose our own identity is a fundamental freedom. Who we are depends on our point of view. Only people and systems that apply ignorance, violence and hatred determine the identity of others, both judging and rewarding them for that identity.

Nowadays our right to self-definition has become our basic freedom. Our personal identity ceased to be private long ago, becoming instead political in the broadest understanding, meaning an attitude to the world that’s full of empathy, or even affection, and the desire to make it a better home for us all.

 

Copyright © 2018, Olga Tokarczuk. All rights reserved.

Supported by the Scottish Government’s Edinburgh Festivals Expo Fund through Creative Scotland.

More writing

Follow

EBulletins